Aleksandra Adamska opowiedziała o rodzinnym dramacie. "Spłonęło wszystko"

Aleksandra Adamska zyskała ogromny rozgłos dzięki roli Pati w serialu "Skazana". Niewiele osób wie, że aktorka ma za sobą dramatyczne przeżycia. Gdy była nastolatką, w jej domu dwukrotnie wybuchł pożar.

Aleksandra Adamska w "Skazanej"

Aleksandra Adamska w ostatnich latach stała się jedną z najpopularniejszych polskich aktorek. Gigantyczny rozgłos przyniosła jej roli Pati w serialu "Skazana". 33-letnia gwiazda dzięki swojej grze aktorskiej wykreowała oryginalną postać, którą widzowie pokochali do tego stopnia, że Player postanowił nakręcić osobny serial opowiadający o jej losach. Kilka tygodni temu premierę miała bowiem sześcioodcinkowa seria "Pati".

Aleksandra Adamska opowiada o pożarach w domu

Niewiele osób wie, że Aleksandra Adamska ma za sobą traumatyczne przeżycia. Aktorka niedawno opowiedziała o nich w rozmowie z Żurnalistą – podcasterem, którego często odwiedzają rodzimi celebryci. Jak wyznała gwiazda "Skazanej", w jej domu wybuchł kiedyś pożar. Adamska miała wtedy 14 lat.

Przy pierwszym razie było to spięcie w instalacji w pokoju mojej siostry. Od kontaktu poszła iskra. Moja siostra miała taką firankę z łatwopalnego materiału. Spłonęło wszystko. Na kilka tygodni przed tym pożarem moja mama przełożyła wszystkie kasety VHS i albumy nasze do takiego wiklinowego kosza i wstawiła go pod szklany stolik w tym pokoju. A że pokój był zamknięty, to spłonął. Do tego stopnia, że mój sąsiadujący pokój miał wtopiony zegar w ścianę

– mówiła u Żurnalisty.

Na szczęście z pożaru udało się uratować wspomniane wcześniej kasety wideo. Niestety, po kilku latach w rodzinnym domu Adamskiej znów pojawił się ogień. Stało się tak, ponieważ jej bliscy zostali oszukani przez "fachowców", którzy mieli naprawić felerną instalację, a zamiast tego uciekli z pieniędzmi.

Przy tym drugim razie było już bardziej hardcorowo. Nie były zamknięte drzwi, spłonęła cała góra. Mama na szczęście ma tendencję do zasypiania przed telewizorem i zasnęła na dole. Obudził ją kot. Już wtedy krztusiła się i - jak powiedział strażak - była już na granicy

– opowiadała.

33-latka ujawniła również, że przez wiele lat bała się dźwięku przejeżdżającego wozu strażackiego. Syreny wywoływały u niej płacz i mnóstwo nerwów.

Autor: Hubert Wiączkowski

Komentarze
Czytaj jeszcze: